środa, 11 kwietnia 2012
Jednak warzywka
Pocieszono mnie, że 5 porcji (tak to minimum, bo powinno być 9) to każde spożycie, w rodzaju szklanka/dwie soku, jedno/dwa jabłka, jeden/dwa pomidory, etc. Wobec tego zaopatrzyłem się w powyższe. Plus ogórki i marchewki do pogryzania.
Wypiłem też całą kawę. Nie wiem czy uda mi się całkowicie odstawić. Ale może będę wypijał tylko w pracy, i tylko do południa.
W każdym razie nie robię sobie napinki. Wielkiej budowy socjalzmu. Powoli, bez szaleństw.
A szosówka już czeka. p.s. wyszło mi, że jakbym schudł i chciał wsadzić lepsze koła, to dałbym 1/4 albo nawet 1/4 ceny opisanego wcześniej samochodu. For teh lulz.
Samoutrudnianie.
To taki mechanizm, który podręcznikowo widzę u siebie. Robię wszystko, żeby nie robić. Tzn. nie robić tego co powinienem. Bo mimo, że mam w swoim mniemaniu się za bystrzaka, to nie jest to pogląd ugruntowany. Moje poczucie wartości nie jest stabilne. Czyli jest obawa przed wtopą. Wobec tego utrudniam, osiągnięcie sukcesu, żeby móc potem się usprawiedliwić, jak coś padnie. Oj czego ja nie robię. A przecież wystarczy siedzieć i pisać i rozkoszować się. Mimo to jest za pięć dwunasta, a ja pod ścianą. Nie wspominając, że na urlopie mogę jedynie na świeżość liczyć.
Fura, skóra i komóra
Komóra jest. Coraz lepsze są. Ostatnia bardzo mi się podoba bo jest jeszcze bardziej użyteczna niż wszystkie poprzednie. Jedyną ceną za to jest konieczność częstszego ładowania. Trudno, można ograniczyć aktywność, jeżeli jest taka potrzeba.
W skórach mógłbym chodzić. Mam nawet skórzany kapelusz. Ale nie myślałem o tym nigdy specjalnie.
Fura. O tym z kolei myślę od dłuższego czasu. Kilka razy na jej temat rozmawialiśmy z byłą. Dla niej jedyna to zdaje się nówka z salonu. A coś za 15kpln to trumna.
Tymczasem, znajomy jednego dobrego mechanika, zostawił mu na parkingu, coś za 11kpln... Kiedy sprawdziłem co można za to kupić, oczom mym ukazały się jakieś wraki. Auta, bite, do naprawy, kilkunastoletnie, lub szroty na części.
Tymczasem ten jest po pierwszym właścicielu, ma relatywnie nieduży przebieg (właściciel główny przesiadł się do służbowego, a żona jeździła "po bułki) W odróżnieniu od leciwych bolidów, to jest w średnim wieku. Wersja nadwozia? Mniam, akurat pod rowery.
To cieszy. Zawsze chciałem tej niezależności. Kiedy nie będę musiał pytać na sieci czy ktoś nie ma wolnego miejsca na osoborower. Plus oczywiście różne wyjątkowe sytuacje, które chyba coraz częściej się zdarzają. A może mi się wydaje. W każdym razie na pewno nie ruszałbym tym do pracy, bo to samobójstwo.
Hmm... warte dalszego zainteresowania i ruszenia na oględziny organoleptyczne.
Życie lubi jednak niespodzianki. Dostałem wezwanie do urzędu celem wyjaśnienia mojego podatku od nieruchomości. (nasze państwo a/nieracjonalnie wydatkuje publiczne pieniądze np. KRUS, ustawa o zamówieniach publicznych b/chyba za bardzo fiskalne, bo kto inaczej wpadłby na pomysł akcji brania paragonów za wszystkie zakupy?) Oczywiście przeliczyłem się co do przebiegu wizyty. Całość bardziej podobna była do jednej z prac Asterixa i Obelixa w domu szaleńców - czyli mateczniku biurokracji. Miałem wejść do pokoju 18 i usłyszeć jaki jest "wyrok". Usłyszałem, żebym "poszedł za winkiel" do pokoju 44, bo tam będą wszystko wiedzieli. Tam dostałem kolejny druczek, i polecono udanie mi się na parter do okienka nr 9. Jedyne okienko załatwiające sprawy z tego zakresu. Spędziłem tam grubo ponad godzinę. Już wiem po co wysyłano wezwanie. Chyba sobie uświadomili, że poprzedni właściciel ma lekką ziemię, i zostawił jakieś należności. Kurde czy notariusz nie mógł sprawdzić czy lokal nie ma wad prawnych? Niech uwolnią te zawody, bo jak nie ma konkurencji to jest leserka. Zrobili mi domiar i już wiem, że nie zamknę się w tysiącu.
A jednak
Coś jednak w tym było. Coś we mnie się poruszyło. Bo teraz, choć o niej zapomniałem, kołacze mi się w sercu "o ile takie coś mam" tęsknota za relacją. Jakąś wspólnotą.
sobota, 03 marca 2012
It is all over
Już ponad tydzień nie jesteśmy razem. Jak ręką odjął przestał boleć mnie żołądek. Czyli coś było na rzeczy. Po prostu. Został tylko smród, bo nawet słowa nie zamieniliśmy. A moje zaproszenie na spotkanie i porozmawianie pozostało bez odzewu, smsa postanowiłem nie wysyłać. Przynajmniej na razie.
Wszystko źle
Cała Polska może się znaleźć na www.wszystkozle.pl Nawet jeżeli budynek nie jest kiczowaty i elegancki, to okolica już do bani. Krajobraz księżycowy. Od apartamentowców, przez budynki użyteczności publicznej, po szklane biurowce. Dookoła błoto, stojąca woda, koleiny i zniszczone chodniki. Albo nieuprzątnięte po budowie, albo zryte przez ludzi, którzy parkują dosłownie wszędzie. I sympatyczny koszony trawnik, zamienia się w bajoro.
sobota, 28 stycznia 2012
Nie umiem kupić parasola.
A tym jest bycie w związku. Ja nadal kurczowo jestem "niezależny" i chodzę w kapturze. Uzależniony od kaptura. Jak klapki na oczach. Nie widzę innej drogi tylko na wprost. Trzeba tylko przeskakiwać coraz większe płoty.
Coś jak u Johnego Casha w "Desperado".
Lotto
Jesteś frajerem, bo kupujesz los i łudzisz się zbiciem fortuny. Tego ci nie powiemy. Ale pokażemy, że wszyscy, którzy grają zaliczają się do grona szlachetnych. Bo nawet ten "odrażający" motocyklista, chce dla córki kucyków, a dystyngowany starszy pan, chce nadać dawny blask swojej ulicy. Góral chce dać ludziom oglądać polskie gwiazdy. Czyż nie jest to piękne. Ogłoszenie na fali WOŚP, kiedy wszyscy też wrzucając choćby niewielkie kwoty mogli zrobić coś dla własnego poczucia wartości?
Nowa ofensywa
Do Świąt wszędzie bardzo nas przekonywano jak bajecznie jest tanio, i ile stamtąd towaru wyniesiemy, i ile "Mercedesów" przy tym wygramy za kupony, talony i inne karteczki. Teraz jednak zmiana strategii. Zwłaszcza dyskonty. Lidl wycofał reklamy z Krzysztofem Kowalewskim wbijającym do głów cenę rarytasów z ich sklepu. Teraz podkreślają jakość tego co ściągają z całej Europy. A kilka dni temu zaczęli chwalić się wynikami inspekcji m.in. PIHu, o jakości produktów spod własnej marki. W tyle nie pozostaje Biedronka, która cały ciężar przekazu przesunęła na jakość tego co oferuje. Odnowiła logo, robiąc je bardziej w dzisiejszej, a nie lat 90tych estetyce. Dodali oczywiście trochę "patriotyzmu", że te wszystkie dobre rzeczy to z Polski właśnie. Kto wykona następny ruch? Przyznają się jak bardzo z tyłu raportów są i co chcą z tym zrobić i jak? Czy to co robi Lidl i Biedronka to tylko marketing, czy coś więcej? Odpowiedź na oczekiwania klientów, którzy czują przez skórę kryzy i czytając o nowych podatkach, myślą o pustym portfelu? Pogodzić niemożliwe, mieć dobre i tanie? Jeżeli już nie dużo.
Uczciwość.
Mojej K. powiem o tym co mam w głowie jak najszybciej. Bo trzymanie fasady i miganie się przed odpowiedziami na niektóre pytanie zrobi ze mnie wariata, albo skoczy przez okno. Nie ma wolności bez uczciwości i szczerości.
|
|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|